The Muse - Absolution

03 stycznia 2007, 22:33:41

Absolutny muzyczny numer jeden odkryty przeze mnie w tym miesiącu. Ten album to perełka, miłe dla ucha rockowe brzemienie, które nie boi się eksperymentów. Bez strachu i z wyczuciem Muse przyprawia gitary całą gamą efektów i zróżnicowanym wokalem. Właśnie taką progresję chciałbym słyszeć w rocku. Odważne kroki w stronę różnorodności na jednym albumie, wyjście kapel ze specjalizacji, a nie staranie o znalezienie własnego elektoratu. Na pewno łatwiej tego dokonać, gdy ma się na pokładzie takiego wirtuoza muzyki (piszę muzyki, bo ten człowiek to multiinstrumentalista: gitara, wokal, klawisze) jak Matthew Bellamy. Wtedy na jednym krążku pojawiają sie energetyczne, idące w metal, kompozycje jak Stockholm Syndrome jak i spokojne, elektroniczne Endlessly. Najsłabszą stroną sa chyba teksty, krótkie i proste, choć uratowane przez wykonanie z poświęceniem.

Po wysłuchaniu Absolution byłem przekonany, że Muse to zespół studyjny, lubiący dopracowane brzmienia. O, jak bardzo się myliłem. To prawdziwe koncertowe zwierzęta.

Polecam też MuseWiki.